Dawno Wam nic nie pisałam (Adrian Mole powiedział, że szczęśliwi ludzie nie piszą pamiętników, od siebie dodam, że nie powinni ich pisać w przestrzeni publicznej gdyż mogłoby to spowodować zbiorowego pawia oraz zawiść, jeśli jest źle też staram się nie pisać,bo wciąż wolę żeby wszyscy mi zazdrościli(wrogowie) lub nie martwili się o mnie(rodzina i przyjaciele) ;)).
Dziś jednak chce się z Wami podzielić czymś niesamowitym. I prostym. Niezbyt czasochłonnym.
Potrzeba:
1. dużo czekolady wszelakiego gatunku - załóżmy, ze 2 tabliczki to absolutne minimum a 3 ideał.
2. 3 jajka
3. 180 gramów masła
4. 85 gramów mąki
5. 40 gramów kakao
6. 240 gramów cukru (tak, wiem ze to bomba kaloryczna)
Masło i 180 gramów czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej (tzn mały garnek napełniamy wodą, stawiamy na gazie, na to kładziemy puste naczynie - miskę i umieszczamy tam składniki, czekając aż się rozpuszczą. Zajmie to parę minut więc w międzyczasie do innej miski wbijamy jajka i cukier i miksujemy (ubijamy jeśli ktoś ma siłę w rękach), aż powstanie piękny, kremowy kogel-mogel o objętości podwójnej w stosunku do wyjściowej.
Jeśli nasza czekolada z masłem jest już rozpuszczona dodajemy ją do jajek z cukrem i - UWAGA - nie miksujemy, a drewnianą łyżką/szpatułką/etc. delikatnie mieszamy na przykład robiąc ósemki. Potem przesiewamy do tego mąkę i kakao, znów delikatnie mieszamy.
Czekoladę, która nam została (im więcej tym lepiej) rozbijamy na kawałki, jakie kto lubi, i dodajemy do masy. Następnie do formy i do piekarnika, 200 stopni przez 20 minut (ale lepiej pilnujcie).
Ja najpierw użyłam wielkiego bloku Toblerone i brownies wyszły niesamowite. Dziś zrobiłam brownies z czekoladą z promocji z Sainsbury's oraz mlecznymi i białymi milk buttons i też jest ok (aczkolwiek Toblerone to Toblerone).